Zatracona we własnym świecie :(

Dzis nie rozpiszę sie…za bardzo nie mam o czym pisać… z niemca dostalam 2 i 3 załamana jestem …z biologii 3+ ale dzis na tym spr nic nie napisałam no cos tam zawsze ale wiem ze to za mało na 2 :| dzis przed biola ni z tąd ni z owąd zaczeła mnie boleć łydka nie cała ale cos tam wsrodku potem na wf cos mi strzeliło w kolanie i teraz ledwo chodze…po lekcjach kupiłam z mama farby i dzis musze zdjąć plakaty a jutro malowanie :) wiem ze święto ale nie mam kiedy … no i za chwilke lece kupić sobie buty ;) i oddac ksiazki do biblioteki… w poprzedniej notce napisałam ze nie lubie się chwalić … ale w ciągu 3 miesiecy przeczytałam 20 ksiażek :) oczywiście nie jakies poematy dramaty tylko miłosne…niestety rzadna inna mi nie bedzie odpowiadała …to był real a teraz virtual xP
W niedziele Agatha zerwala z Richie’m. Nie mogłam w to uwierzyć.(reszte dnia pominę ze wzgledu ze nie chce mi sie pisać ;)) Wczoraj czyli w poniedzialek oznajmiła mi że przyszedl i ją przeprosił. Chciałam jej wczesniej cos powiedziec ale nie zdązyłam i powiedziałam jej prawde, że byłam u ginekologa i ze jestem w ciązy, ale nie z Izzym tylko z Richie’m. Nie chciałam naprawde…zreszta to nie jest potwierdzone. Ale Agatha nie odzywala sie do mnie przez dłuzszy czas. Późnym wieczorem kiedy chłopcy rozbawieni wrócili do domu musialam równiez im przekazac tą wiadomość. Izzy dostał szału i wybiegł z domu trzaskając przy tym drzwiami, ja się rozpłakałam a Richie mnie pocieszał. Po chwili zamknełam sie w pokoju, w głowie miałam rozmowe z Agatha. Zapytałam się jej czy wróci do Richiego jezeli usune ciąze. Powiedziała ze nie… mogłam nikomu nie mówić prawdy ale chcialam byc fair. Próbowałam usnąć lecz nie mogłam, zalewałam się łzami. Gdybym mogła cofnąć czas, to wymazalabym ten wakacyjny dzien, w którym zrobiliśmy to… Wkoncu usnełam… Nagle ze snu coś mnie wyrwało, jakieś złe przeczucie. Poszłam zobaczyć co robi Richie i co z Izzym, czy wrócił czy nie. Richie zamknął się … w sobie (lol2) nie chciałam nikogo do niczego zmuszac. Nie wiedziałam co z sobą zrobić i wyszlam z domu. Dobrze że usnełam w ubraniu a nie w pidżamie(piżama porno xP). Chciałam znaleźć Izziego pogadać z nim, ale nie wiedziałam gdzie go szukać. Gdyby to było w jego rodzinnym mieście wiedziałabym, bo jak byliśmy tam razem to pokazał mi przepiękne miejsce gdzie zawsze chodzi jak jest mu źle. A tutaj, w mieście gdzie nikogo nie znał, nie znał polskiego. Zaczełam w myślach szybko przypomnieć sobie gdzie jest takie podobne miejsce do jego rodzinnego. Nic mi nie przychodziło do głowy, zaczełam iść gdzieś przed siebie gdzie było ciemno nie widziałam niczego, nie wiedziałam gdzie mam iść. Nagle usłyszałam ze przede mną ktoś idzie,bałam się, nie wiedziałam kto to - teraz wiedzialam jak czują sie osoby które nigdy w zyciu nie miały przyjemności widzieć. Odwrócilam sie szybko i szłam przed siebie, osoba za mną przyśpieszyła kroku, nagle w oddali zobaczyłam maleńkie światełko zaczełam biec w jego kierunku. Było tak ciemno że nie wiedziałam czy ide po chodniku czy po wydeptanej ścieżce wśród źdzbła trawy, potknęłam się i upadłam. Slyszłam że ktoś to znaczy ta osoba była coraz bliżej mnie. Nie miałam siły wstać i biec dalej. Nagle obok mnie zapaliła się latarnia, i zobaczylam delikatne zarysy tej postaci w oddali. Kiedy ta osoba zaczeła biec w moim kierunku, ostatkiem sił podniosłam się i zaczełam iść. Kiedy niespodziewanie zapaliła sie ta latarnia rozpoznałam gdzie jestem, dlatego wiedziałam mniej wiecej gdzie iść. Szłam z wyciągniętymi rękoma, żeby przypadkiem nie wpaść na coś. Chciałam skręcić, ale kiedy to zrobiłam to nie miałam gdzie skrecić moje rece dotykały jakiegoś muru. Zrozumiałam wtedy że pomyliłam sie - nie wiedziałam gdzie jestem. Zaczełam płakać, słyszałam coraz głośniejsze kroki zblizające sie do mnie, poczułam mocny skurcz w brzuchu i jęknełam. Oparłam się o murek i zsunełam się na ziemie, siedziałam i trzymałam się za brzuch, nie mogłam znieść teg bólu. Czułam że kręci mi się w głowie, nagle ktoś przy mnie kucnął i szeptem zapytał : Nic Ci nie jest? - i wyciągnął w moją strone ręke. Nie wiedziałam kto to. Nie wiedzialam czy jak podam ręke to nie naraże się na coś, ale coś mnie “pchało w środku” żeby podać tą ręke. I zrobiłam to. Kiedy podałam tą ręke, wiedziałam juz czyja to ręka. Znałam każdy jej szczegół. Kiedy wstałam i trzymaliśmy się za ręke nie wiedziałam co mam zrobić. Czy rzucić mu się na szyję, co powiedzieć… Nie musiałam się martwić bo Izzy zrobił to za mnie, przytulił mnie mocno. Kiedy tak staliśmy wtuleni w siebie, po moim policzku spłyneła kolejna łza tym razem łza szczęścia. Szepnełam: Izzy…przepraszam…- chciałam powiedzieć coś więcej ale Izzy nie pozwolił mi na to. Mimo iż było ciemno (jak w dupie u murzynaxP) to patrzyliśmy sobie w oczy, może to śmieszne ale tak było. Niespodziewanie zemdlałam i co było dalej nie wiem… Bo obudzilam się dopiero rano… I miałam 10 min na wyszykowanie się i dotarcie do szkoly, a zawsze to 10 min zajmuje mi dotarcie do szkoły….

Wiem ze miałam sie nie rozpisywać ale tak wyszło xP sorka… to ostatnie zdanie jest prawdziwe … niestety sie troszke spóźniłam… Teraz musze lecieć z psem… Jutro się odezwe i powiem Wam jak wygląda mój pokój. Pozdrawiam Agathe :* Mojego Kochanego Kokoska :*:* Darię i reszte czytających ;)

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.